///
Publicystyka / Felietony / Pokolenie Y zwalnia?  ///
Katarzyna Pawłowska-Salińska
aktualizacja: 31.08.2010
Pokolenie Y zwalnia?

MŁODZI, ZDOLNI, BEZROBOTNI (FOT: MIGHTY MIGHTY BIGMAC) />/

Eksperci zauważają, że grupa osób w wieku 15–24 lat jest w największym stopniu wrażliwa na kryzys. Jeszcze nigdy w historii badań nie było na świecie tylu bezrobotnych młodych ludzi – alarmuje Międzynarodowa Organizacja Pracy. Katarzyna Pawłowska-Salińska w swoim felietonie zastanawia się, czy wchodzące na rynek pokolenie młodych ambitnych będzie pokoleniem straconym i jaką szansę może mu stworzyć trzeci sektor.

Jeszcze rok temu gazety pisały o tym, że oto właśnie – niezależnie od kryzysu – na rynek pracy wpada z impetem generacja Y. Jej przedstawiciele, świetnie wykształceni, pewni siebie, samolubni i nielojalni, paradują w japonkach, z ipodem na uszach i mają wielkie oczekiwania. Zrośnięci z netem i komórką nie rozumieją, po co w pracy zebrania i nie szanują szefa. Są za to bardzo kreatywni.

Dziś jednak okazuje się, że to bezczelne i zwycięskie pokolenie może być stracone. I to właśnie przez kryzys. Kilka dni temu w „Gazecie Wyborczej” Agnieszka Mitraszewska opisała dane zebrane przez Międzynarodową Organizację Pracy (MOP). Pod koniec 2009 roku na całym świecie stopa bezrobocia w grupie osób w wieku 15–24 lat wyniosła 13 procent. Na pierwszy rzut oka nie wygląda to strasznie, ale w praktyce oznacza, że z 620 mln osób aktywnych zawodowo aż 81 mln nie miało pracy. Do końca tego roku te wskaźniki mają jeszcze wzrosnąć.

To najwyższy światowy poziom bezrobocia młodych w historii – martwią się różne gazety. Najmłodsi uczestnicy rynku pracy mogą stać się „straconym pokoleniem”.

Wielu młodych już nawet nie szuka pracy. Tak jest np. w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii – tu bezrobotna jest prawie połowa młodych osób. Aż 3,1 mln Japończyków w wieku 25–34 lat pracuje na umowy tymczasowe; dziesięć lat temu było ich 2 mln.

W Polsce też nie jest najlepiej – z przebadanych ostatnio absolwentów szkół wyższych aż dwie trzecie nie szuka aktywnie pracy. A jak twierdzi MOP, absolwenci są w najgorszej sytuacji. Jeśli nie zdążyli znaleźć pierwszej pracy przed kryzysem, to dziś nie robią nic albo pracują poniżej swoich kwalifikacji. A ci, którzy mają pracę, bardzo często godzą się na gorsze pensje i na pracę nie na pełny etat.

W kryzysowej gospodarce młodzi nie mogą liczyć na dynamiczne kariery – niepokoją się autorzy polscy i zagraniczni. Owszem, tak pewnie jest. Ale przecież, niezależnie od kryzysu, dynamiczna kariera w korporacji to nie jest jedyny model życia. I im wcześniej wszyscy zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej.

Już 15 lat temu amerykański politolog i ekonomista Jeremy Rifkin, doradca m.in. Angeli Merkel, Romano Prodiego, rządu francuskiego i Komisji Europejskiej wydał książkę pt. Koniec pracy. Głosi w niej dość prawdopodobną tezę: świat wkroczył w nową fazę historii, którą charakteryzuje stały spadek liczby miejsc pracy. Rozwój informatyki, robotyki, telekomunikacji, biotechnologii itp. powoduje masowe zwolnienia z pracy prawie we wszystkich sektorach gospodarki. I tak już będzie.

Automatyzacja i komputeryzacja wyprą z rynku pracy setki tysięcy osób. A bezrobocie prowadzi nie tylko do indywidualnych problemów, takich jak brak pieniędzy i depresja. Skutki bezrobocia może odczuwać cała społeczność. Prowadzić może ono do wzrostu przestępczości, rozpadu rodziny, kryzysu wartości związanych z pracą. I pozbawienia perspektyw następnego pokolenia. Jak pomóc osobom tracącym pracę? Rifkin uważa, że jedyne rozwiązanie to rozbudowa trzeciego sektora. Zdaniem ekonomisty praca na rzecz potrzebujących i własnego otoczenia pomoże w rozwoju gospodarki społecznej i wytworzy struktury społeczności lokalnych oraz społeczeństwa obywatelskiego.

Utopia? Może i tak. Ale chyba nie będzie innego wyjścia. Choć bardzo trudno będzie do tego przekonać młodych przedstawicieli pokolenia Y (czy jak je nazwiemy). Bo oni są nie tylko „stechnicyzowani” ale także „skonsumowani” – chcą kupować i mieć. A trzeci sektor nie będzie chyba nigdy należał do najlepiej opłacanych. Z drugiej jednak strony socjologowie podkreślają, że młodzi potrafią pracować zespołowo i świetnie funkcjonują w społecznościach. Więc może idea wspólnoty do nich przemówi?

Poza tym dobrze potrafią kalkulować zyski i straty, więc szybko zrozumieją, że lepiej pomagać tym, którzy znaleźli się na dnie, niż samemu się tam znaleźć.

Katarzyna Pawłowska-Salińska

Źródło: bezrobocie.org.pl
/// KOMENTARZE (1) / DODAJ KOMENTARZ ///

www.annamiodynska.pl / 21.03.2011, 11:45 / Tak naprawdę nic się nie zmieniło

Nie do końca się zgadzam, że to pokolenie Y jest teraz na bezrobociu. Ludzie kreatywni, ale bezczelni negując „porządek świata” polegający na realiach korporacyjnego wyścigu na szczyt posiadając wszelkie możliwe środki mają praktycznie nieograniczone możliwości. Powiedzmy sobie szczerze, dzisiaj zaczynając karierę w świecie homo corporaticus tylko najbardziej wytrwali, niekoniecznie ci najzdolniejsi osiągną sukces. Z kolei w świecie „alternatywnym” osoby naprawdę zdolne, będące w stanie konsekwentnie wykorzystywać swoją kreatywność i bezczelność osiągną cel taki, jaki sobie postawili. A bezrobocie jakie było od dawna takie jest nadal. Niewydolny system edukacyjny, przepełniony słabymi uczelniami o profilach finanse i bankowość, wciąż produkuje absolwentów posiadających rozległą wiedzę jak pracować, a nie jak zarabiać pieniądze.