///
Publicystyka / Gra w zielone miejsca pracy ///
Według szacunków Komisji Europejskiej do 2020 roku w Europie powstanie 2,8 mln „zielonych miejsc pracy”. Skoro wielu z nas może wkrótce znaleźć zatrudnienie w tym sektorze, warto dowiedzieć się więcej: czym są zielone miejsca pracy?

Elektrownia wiatrowa pod Rembertowem – największa na Mazowszu – zasila fabrykę i pomieszczenia biurowe firmy Van Melle produkującej słodycze. Elektrownia zaspokaja 40% zapotrzebowania na energię przy pomocy turbiny wiatrowej o mocy 250 kW. I choć Van Melle od wielu lat prowadzi politykę proekologiczną z własnej woli, to już wkrótce cała polska gospodarka będzie musiała pójść w tym kierunku.

– Wymaga tego od nas przyjęty 2 lata temu Pakiet Energetyczno-Klimatyczny Unii Europejskiej, którego założenia Polska musi spełnić do 2020 roku. Pakiet ustanawia trzy cele dla całej Europy – tłumaczy Agata Hinc, szef projektu „Niskoemisyjna gospodarka” z Fundacji demosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej. – Te cele opisywane są formułą 20/20/20: 20% wzrostu efektywności energetycznej, 20% więcej energii ze źródeł odnawialnych i 20% redukcji emisji gazów cieplarnianych. Mimo, że dla naszego kraju niektóre cele zostały obniżone, ich realizacja całkowicie zmieni naszą gospodarkę, sposób w jaki żyjemy oraz rynek pracy – przewiduje ekspertka demosEUROPA.

Zielona Europa
Zielone miejsca pracy? – Trudno je zdefiniować wprost – mówi portalowi Bezrobocie.org.pl Cristina Arigho z biura unijnego komisarza ds. zatrudnienia, spraw społecznych i włączenia społecznego Laszlo Andora. – Zależnie od przyjętej definicji może być ich w Unii Europejskiej od 2,3 do 36 milionów.

Zielonych miejsc pracy należy szukać przede wszystkim w takich branżach, jak kontrola zanieczyszczeń powietrza, rewitalizacja gleby, recykling, produkcja energii ze źródeł odnawialnych oraz zaopatrzenie w wodę – podaje raport Komisji Europejskiej „Facts and figures – the links between UE’s economy and environment”.

Jednak zielona gospodarka to nie tylko branże bezpośrednio związane ze środowiskiem, ale także te, które zmieniają swoje produkty w kierunku bardziej przyjaznym środowisku. Na przykład produkcja aut wydzielających mniej zanieczyszczeń czy energooszczędnych żarówek.

W Unii Europejskiej wartość zielonego biznesu obliczono na 227 milionów euro rocznie – to ok. 2,2% unijnego PKB. Ekoprzemysł w Unii jest obecnie jedną z najprężniej rozwijających się gałęzi gospodarki.

O zielone miejsca pracy pytam także w Ministerstwie Środowiska. – Kluczowe jest kryterium ekologiczne – tłumaczy Michał Milewski z biura prasowego MŚ – zielonym miejscem pracy jest na przykład praca przy maszynie, która efektywnie wykorzystuje zasoby naturalne, przez co jest oszczędniejsza. Czy w Polsce coś się w tej sprawie dzieje? – pytam. Nie wiem – odpowiada Milewski.

– Dzieje się i dziać się musi – uważa Hinc. – W Polsce sytuacja jest szczególna. Nasz kraj opiera się w ponad 90% na energii z węgla. Planuje się, aby w celu uniknięcia szoku gospodarczego związanego z koniecznością ograniczenia emisji dwutlenku węgla, w Polsce wdrożone zostały czyste technologie węglowe – w tym CCS. Mają one znacznie ograniczyć emisję CO2 przy pozyskiwaniu energii z paliw kopalnych. Te technologie są szczególnie wspierane w Polsce przez Unię Europejską.

Zielony rynek pracy
Rynek pracy związany z ekoprzemysłem zatrudniał w Unii w 2005 roku 3,4 mln osób. Dziś można szacować tę liczbę na 4,3 mln. To więcej niż branże tradycyjnie „ciągnące” zatrudnienie w Europie, jak przemysł motoryzacyjny czy farmaceutyczny. Pośrednio do zatrudnienia w branżach powiązanych ze środowiskiem dolicza się także np. turystykę.

Brak jest pełnych danych dotyczących rozmiaru zielonego rynku pracy w Polsce, a eksperci i firmy różnią się co do oceny sytuacji, jaka na nim panuje.

– Na razie nie ma problemu z zapotrzebowaniem na pracowników związanych z sektorem energii odnawialnej – mówi Janusz Gajowicki, specjalista z Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW). – Nasze uniwersytety kształcą świetnych fachowców od energetyki. Poza tym firmy same szukają sobie specjalistów i nie mają z tym problemów.

Potwierdza to Elżbieta Falsińska z serwisu Pracuj.pl: – Pracodawcy poszukują specjalistów do projektów związanych z odnawialnymi źródłami energii, przede wszystkim energii wiatrowej, ale nadal propozycje te stanowią niewielki procent wszystkich ogłoszeń z branży energetycznej.

Jednak już Aleksander Bika z działu HR w RWE Polska twierdzi, że na relatywnie młodym rynku branży paliw odnawialnych pozyskanie do pracy osób z ugruntowanym doświadczeniem nie jest proste.

Co więcej, takie zapotrzebowanie będzie konsekwentnie rosło. W samych wiatrowniach do 2020 roku liczba miejsc pracy podwoi się. Dziś w Unii przy energii pozyskiwanej z wiatru pracuje 192 tys. osób. Z danych przedstawionych przez PSEW wynika natomiast, że obecnie w Polsce ok. 2 tys osób znajduje zatrudnienie przy „wiatrakach”.

Z kolei technologie czystego węgla mogą zapobiec masowym zwolnieniom w sektorach wydobywczych. Po pierwsze stworzone zostaną nowe miejsca pracy związane np. z wychwytem CO2, ale też same technologie CCS wymagają zwiększenia wydobycia węgla.

Zatrudnienie w tradycyjnych sektorach wydobywczych zostanie jednak prędzej czy później zredukowane. – Musimy przejść na gospodarkę niskoemisyjną – mówi Hinc i dodaje, że poważnym problemem jest obawa pracowników przed zmianą. Pracownicy z sektorów wydobywczych nie chcą się przekwalifikowywać.

Zielona edukacja
Doświadczenia innych krajów pokazują, że zielona gospodarka będzie absorbowała bardzo dużą liczbę pracowników o wysokich kwalifikacjach. – Wielka Brytania szybko zaczęła adaptować zielone technologie, ale też szybko odczuliśmy brak wykwalifikowanej kadry – mówi nam Jean Lambert, brytyjska eurodeputowana z Partii Zielonych. I dodaje: – Bez inwestycji w edukację i szkolenie pracowników postęp będzie zdecydowanie wolniejszy.
 

/// 1 / 2 ///
/// KOMENTARZE (1) / DODAJ KOMENTARZ ///

Aleksandra / 31.08.2010, 10:59 / dobry tekst

Bardzo fajny tekst, ale wątpię czy rządący podejdą jakoś systemowo do tego obszaru rynku pracy. Z drugiej strony wydaje mi się, że zapotrzebowanie na "zielone kołnierzyki" może być niestabile i będzie zależało tak naprawdę od postępu dyskusji nad zmianami klimatycznymi. Zauważcie, że ostatnie skandale wokół osób, które "naukowo" zajmują się tym tematem mogą mieć jakiś wpływ na cały ten proces.