O pracy z bezrobotnymi kobietami opowiada Barbara Stafiej, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet Poszukujących Pracy "Victoria" z Rzeszowa

Od jak dawna pracuje Pani z bezrobotnymi kobietami?
Od 5 lat pracuję z kobietami, ale robię też inne rzeczy, np. działam w Podkarpackim Stowarzyszeniu Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera. Staram się łączyć te zajęcia. I czasami kobietom, które przychodzą do „Victorii”, proponuję pracę opiekunki osób chorych na Alzheimera. Zachęcam do tego szczególnie te kobiety, które jeszcze nie wiedzą, czym chciałyby się zająć w najbliższym czasie, a pilnie potrzebują pieniędzy.
Jakie kobiety korzystają z pomocy "Victorii"?
Zgłaszają się do nas różne kobiety. Jakie? To w dużej mierze zależy od tego jaki i dla kogo projekt realizujemy, a więc jaką ofertą działań dysponujemy. Są to kobiety w różnym wieku - takie, które mają pracę, bezrobotne, jak i doświadczające przemocy domowej. Na początku przychodziły do nas jedynie panie, które traktowały nas jak biuro pośrednictwa pracy i myślały, że nasza działalność ogranicza się do wyszukiwania ofert. Teraz takie osoby rzadziej do nas zaglądają, gdyż powszechnie wiadomo o naszej dużo szerszej ofercie w zakresie świadczonych usług. Generalnie pracujemy z kobietami, które chcą coś zmienić w swoim życiu.
Jak oceniłaby Pani oczekiwania kobiet w stosunku do możliwości, jakie daje rynek pracy?
Z mojego doświadczenia wynika, że nie mają one żadnych oczekiwań, bo nie wierzą w siebie oraz możliwość osiągnięcia sukcesu. Z tego też powodu nie chcą na przykład podejmować własnej działalności gospodarczej. Starsze panie z powodu braku wiary we własne siły nie chcą się przekwalifikowywać. Kobiety są dzisiaj dobrze wykształcone, a zadowalają się często byle jaką pracą. Dostają posady w handlu, w marketach, na marnych stanowiskach. Jednak godzą się na to. Na naszym terenie, a jest to teren o charakterze rolniczym, kobieta ma też wyznaczone swoje miejsce - oczywiście za mężczyzną. Przykład - kobiety mają możliwości bezpłatnego kształcenia się, ale to mąż musi dać przyzwolenie na dalszą edukację.
Co, według Pani, utrudnia kobietom wejście na rynek pracy?
Pracodawcy ciągle nie traktują kobiet na równi z mężczyznami. Uważają, że kobiety w każdej chwili mogą urodzić dziecko, będą korzystać (w większym zakresie niż mężczyźni) z przysługującej im opieki nad chorymi dziećmi itd. Biologizm kobiet jest postrzegany przez pracodawców jako coś uciążliwego. Dyskryminację widać już na poziomie rekrutacji, gdy szef zadaje kobiecie pytania dotyczące jej życia prywatnego, dzieci, męża itd.
To pracodawcy. A co z samymi kobietami?
Kobiety są bardziej „wycofane” niż mężczyźni, mają mniej wiary w siebie i już na starcie zakładają, że im się nie uda, np. znaleźć dobrą pracę. Stąd zrodził się pomysł, by wysyłać panie w poszukiwaniu pracy parami. To ułatwia im zadanie, czują się pewniej.
Jakie propozycje dla kobiet ma "Victoria"?
Proponujemy im kursy, na których uczą się asertywności, budowania wiary w siebie, wystąpień publicznych. Mamy też warsztaty równościowe czy poradnictwo psychologiczne, prawne i zawodowe. Jeśli zgłasza się do nas kobieta poszukująca pracy, a „nie mieści się” w tym, co możemy jej aktualnie zaoferować, uzyskuje u nas informacje pozwalające na poszukiwanie pomocy gdzie indziej.
Co cieszy się największą popularnością?
Kobiety korzystają chętnie z modułu „wejście na rynek pracy”, w tym zajęć z komunikacji interpersonalnej. Dużym zainteresowaniem cieszą się też zajęcia z metod poszukiwania pracy. Kobiety dopytują się na warsztatach jak rozmawiać z pracodawcami, bo nie chcą popełniać błędów. Ta wiedza daje im większą wiarę we własne siły.
Który z projektów "Victorii" uważa Pani za szczególnie ważny?
Myślę, że projekt, który realizowałyśmy w Kolbuszowej. Podeszłyśmy do niego bardzo ambitnie. Ale dzięki takiemu podejściu mocno „zakorzeniłyśmy się” na nowym terenie, nawiązałyśmy nowe kontakty. Ten mały projekt skierowany do kobiet z Kolbuszowej i okolic okazał się dużym sukcesem. Po zakończeniu projektu, podczas jednego ze spotkań, dowiedziałam się, że 70 proc. uczestniczek projektu podjęło pracę, m.in. w sklepie, piekarni, bibliotece. Ucieszyłam się szczególnie z tego, że jedna z dziewczyn - Bożenka, osoba pozbawiona wiary we własne możliwości, znalazła pracę jako opiekunka do dwojga starszych ludzi u siebie na wsi. To było zadziwiające, że trochę zajęć oraz konsultacji może dać taki efekt.
A rynek pracy tymczasowej? Czy istnieje w świadomości kobiet?
Kobiety niechętnie podejmują pracę tymczasową. Poszukują pracy stałej, która daje poczucie stabilności finansowej, nawet kosztem niższego wynagrodzenia. Uważam, że telepraca jest świetnym pomysłem dla kobiet, które mają dzieci, rodziny. Kobiety chętnie by się tym zajęły, ale nie wszystkie mają dostęp do Internetu. Z niektórymi beneficjentami mamy kontakt mailowy, co oznacza, że mogą szukać pracy przez Interent. W Internecie upatrujemy przyszłości dla kobiet. Mogą na przykład prowadzić sklepiki internetowe. Mamy także pomysł by przeszkolić kobiety w zakresie tworzenia stron internetowych.
Jak przeprowadzana jest rekrutacja beneficjentek?
Robimy plakaty, rozdajemy ulotki, zostawiamy je też w sklepach, w przychodniach, informujemy poprzez media oraz lokalne parafie. Kiedyś w rekrutacji pomagała nam pomoc społeczna, która wskazywała konkretne kobiety wymagające szczególnej troski. Od kiedy mamy ustawę o ochronie danych osobowych nie możemy już w taki sposób docierać do kobiet. Do projektu w Kolbuszowej rekrutację robiłyśmy przez koło gospodyń wiejskich, Wojewódzki Ośrodek Doradztwa Rolniczego, Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Żaden projekt nie wyszedłby bez promocji. Jeśli jest właściwie promowany i nagłaśniany, nie zgłaszają się do niego osoby przypadkowe.
Ile kobiet kończy zajęcia, które im oferujecie?
W tych projektach, które realizowałyśmy, a były to raczej małe projekty, 90 proc. beneficjentek kończyło zajęcia. Zasada jest taka, że należy rekrutować znacznie więcej beneficjentek, aby zapobiec pojawiającej się zazwyczaj w początkowej fazie realizacji projektu rezygnacji części jej uczestników.
Co trzeba zrobić, by zatrzymać kobiety na warsztatach?
Decyduje o tym wiele czynników. Ważny jest dobry lokal, umiejscowiony tak, by kobiety nie miały problemu ze znalezieniem go. Musi być też dobrze wyposażony, np. w sprzęt audiowizualny. Duże znaczenie ma atmosfera tworzona przez osoby prowadzące szkolenie, czy w jakikolwiek inny sposób przy nim pomagające. Im więcej życzliwości, tym lepiej. I oczywiście szczerość. Nie można obiecywać, że zrobi się coś za beneficjentki. Trzeba im uświadomić, że same muszą wykonać jakąś pracę, by zmienić swój status z osoby bezrobotnej na pracującą. Dobrze przeprowadzona promocja i rekrutacja do projektu stanowią gwarancję pozyskania do uczestnictwa osób zmotywowanych, świadomych zadań, których się podejmują, a takie osoby gwarantują dotrwanie do końca programu.
Pracują dla was kobiety, którym wcześniej pomagałyście?
Tak, mamy takie kobiety, które korzystały u nas ze szkoleń i warsztatów, a potem przyszły do nas do pracy. W naszej organizacji młodzież odbywa praktyki oraz staże zawodowe. Większość z tych osób zostaje zaangażowana w projektach. Na przykład, ostatnio zatrudniona została jedna ze stażystek, która prowadzi poradnictwo zawodowe.
Co uważa Pani za sukces w pracy z bezrobotnymi kobietami?
Miarą sukcesu w tej pracy jest to, ile bezrobotnych kobiet po udziale w naszych zajęciach znajduje pracę. Życzyłabym sobie, by jak najwięcej kobiet uzyskiwało zatrudnienie i potrafiło utrzymać zdobytą pracę.
Jakie metody pracy z kobietami są efektywne?
Poradnictwo jest doraźne, gdyż porady są potrzebne, gdy pojawia się problem. Z metod aktywizujących wymierne skutki dają zajęcia, które pomagają kobietom dobrze poczuć się w grupie, uświadomić sobie własną wartość. Zajęcia z komunikacji są także ważne. Widoczne efekty przynoszą również zajęcia zapoznające z metodami poszukiwania pracy.
Z jakimi partnerami współpracuje "Victoria"?
Współpracujemy z wieloma instytucjami i organizacjami. Nasi partnerzy to m.in. Podkarpacki Urząd Marszałkowski, starostwo, urząd miasta, WUP, PUP, Centrum Aktywizacji Bezrobotnych, Centrum Plus, Biura Karier, Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie czy jednostki oświatowe takie jak np. Wyższa Szkoła Administracji i Zarządzania w Przemyślu z filią w Rzeszowie, Izba Rzemieślnicza itp.
Utrzymujecie kontakt ze swoimi beneficjentkami?
Jeżeli tylko jest to możliwe, to tak. Kobiety same także się z nami kontaktują, oczywiście rzadziej te, które znalazły pracę.
Oprac. M. Pawłowska
Więcej o Stowarzyszeniu na Rzecz Kobiet Poszukujących Pracy "Victoria" >